160 // puzzles de vida

To wszystko to jedna, wielka układanka. Zbiór puzzli, które muszą do siebie pasować. Pasują, trzeba tylko wiedzieć co z czym połączyć.
Ostatnio zastanawiałam się jak bardzo nie chcę tego odkryć, jak nie chcę zrozumieć czego chce ode mnie przeznaczenie. Udaję, że nie widzę znaków, że tak jak jest ma zostać. Moje życie to ciągły ruch, muszę być w obiegu, wciąż gdzieś indziej.

Ostatnio na plaży nocą zatrzymał się czas, wlazłam po kostki w mokry piasek, który oblepił moje buty. Podeszłam tak blisko jak tylko mogłam i wyciągnęłam rękę muskając delikatnie słone fale. Na niebie były dwie duże gwiazdy a tuż obok przelatywał samolot. Zatrzymałam wzrok na świetlistym punkcie migającym na nocnym niebie Andaluzji i pomyślałam sobie, że właśnie jakieś sto osób opuszcza Malagę a ja jestem tutaj, patrzę na ich podróż, ich lot, ich zmianę rzeczywistości na zupełnie inną. Poczułam pragnienie by po prostu iść, wsiąść na statek, do samolotu, zmienić rzeczywistość. Tyle jest do poznania, do zobaczenia – chcę zwiedzać kontynenty, uczyć się nowych języków, potraw, kultur. Nie być od niczego zależną. Nie musieć się tłumaczyć, pytać, umawiać, patrzeć na zegarek i w kalendarz. Być kim chcę i kiedy chcę. Posłuszną muzułmanką, wyuzdaną dziwką, panią domu, matką, kochanką, przyjaciółką, pomocą, wsparciem, mała dziewczynką, dojrzałą osobą, beztroską małolatą, doświadczoną pomocą… Każdego dnia kimś innym.

Granada – to moje słowo klucz. Tego chce ode mnie przeznaczenie, jestem tego pewna. Ciągle dostaję kolejne, nowe wskazówki. Jest ich tak wiele, że nie sposób ich nie zauważyć – powinnam być tam a mój pobyt w Maladze to tylko moja pomyłka, moja nieumiejętność wcześniejszego wywnioskowania, że to nie o to miasto chodzi. Uparłam się jak wariatka a teraz wszystko zaczyna się mieszać.

Pół roku i 11 dni. Tyle czasu spędziłam w Maladze. Zmieniłam dwa mieszkania i trzy miejsca pracy, spotkałam mnóstwo przyjaciół, ludzi, którzy pozostawili ślad w historii mojego życia. Poznałam Andreę i zakochałam się. Stworzyliśmy związek dwóch furiatów, którzy gotowi są na wszystko. Pełną ognia patologię, walkę dwojga z których każde chce dominować nad drugim, rządzić i przeforsować swoje racje. Oh Boże, jak ja bardzo się staram! Ciągle gryzę się w język, chcę dać mu się poprowadzić, uspokoić, nawet zmienić. Tylko przez spokój można osiągnąć równowagę a poprzez równowagę szczęście. Pragnę tego spokoju, codziennie budzę się i gram dobrą panią domu. Dbam o niego, daję mu dużo miłości i czułości, służę radą, opinią. I ciągle czuję się tylko dodatkiem do niego, który wcale nie jest mu potrzebny. Ciągle jest coś co robię źle, coś co mu się nie podoba. Nie potrafię grać drugich skrzypiec przy niczyim boku, ja jestem swoją królową i niewolnicą, swoją szefową i pracownikiem. Jestem po to by być czyimś całym światem lub być sama dla siebie.

Rzeczywistość płynie sobie leniwie w rytmie zimowego flamenco. Sklepy nadal są otwierane i zamykane kiedykolwiek, sobotnie noce pełne imprezujących studentów, nasi turyści ciągle wybierają między ‚shot of tequila‚ i ‚rum and coke‚ a ja niezmiennie zajmuję moje krzesło w Picasso sącząc tinto de verano przez czarną słomkę. Boli mnie to, że wszystko się poukładało. Andrea szuka dla nas mieszkania, będziemy mogli kupić sobie psa, zbliża się sezon kiedy będzie szansa na znalezienie godnej pracy, zarabiam drobne gotując dla hostelowych gości. Jest tak cholernie dobrze, wszystko zaczyna być tak jak powinno być. I właśnie to oznacza dla mnie nowy koniec i czas na dalszą drogę, poszukiwanie tego czego jeszcze nie poznałam.

Me perdí en el cruce de palabras, me anotaron mala dirección, ya grabé mi nombre en una bala, ya probé la carne de cañon. Ya lo tengo todo controlado, y ahora viene el viento de otro lado.
¿No ves que siempre vas detrás, cuando persigues al destino?

159 // lucha de gigantes

Vaya pesadilla, corriendo con una bestia detrás

Dime que es mentira todo, un sueño tonto no más…

Piąta rano. Andrea bierze klucze, ubiera szybko adidasy i kurtkę i wychodzi, rzucając mi pogardliwe spojrzenie. Odwracam się na drugi bok i próbuję zasnąć ale nie potrafię się rozluźnić, nie umiem na niczym skupić myśli, moje serce bije szybko i z ekscytacją, myślę w kółko o tym czy jestem sprawiedliwa i dochodzę do wniosku, że głupotą było to, że tak długo to tolerowałam… Wtedy powraca spokój i zasypiam.

To jak walka dwóch gigantów. Bezsensowny spór dwojga z których każde chce być silniejsze. Niekończąca się wojna.

158 // la mar de recuerdos

Plaża zimą jest taka pusta. Martwa. Nie zdawałam sobie nawet sprawy jak długo tam nie byłam. Nie wiem którego dnia nagle przestałam tam wracać, kiedy to było? Dlaczego? Nagle w któryś dzień po prostu zapomniałam, przestałam wychodzić z centrum, moje życie się zmieniło z ja nie zdałam sobie z tego sprawy.

To plaża uświadomiła mi jak bardzo ewoluowała rzeczywistość wokół mnie. Rozpoczęłam długi spacer po mojej przeszłości, po miejscach, które miały twarze moich przyjaciół, ludzi z którymi spędziłam chwilę, którzy mnie skrzywdzili, którzy pomogli mi się podnieść… Moja ulubiona zatoka w której się kąpałam, napis przy którym czekałyśmy z dziewczynami rozmawiając bez końca o życiu, drzewo pod którym kiedyś spałam, wieża ratownicza na którą wkradałam się nocą upita winem cytrynowym, kamienie na których przesiadywaliśmy z chłopakami żartując i śmiejąc się…

Powolne kroki, w oddali tylko szczekanie psa i trzepot mewich skrzydeł, martwe chiringuitos, powiewające na wietrze liście palm, zima, ciemność i ja.

Tylko morze ma cały czas taki sam zapach.  Zatrzymałam się, odwróciłam się w stronę morza i rozłożyłam ręce łapiąc w nie wiatr. Spojrzałam w stronę Afryki, Melilli i pomyślałam o tym jak bardzo chciałabym już móc to zrobić. Wsiąść na statek i ruszyć na drugą stronę morza. W stronę tego życia, które tam na mnie czeka.

Ta droga nie ma mety. A nawet jeśli to na pewno nie jest nią Málaga. Ani Andrea.

157 // vamos a aterrizar en 10 minutos

Pamiętam jak na początku lipca samolot podchodził do lądowania na lotnisku w Maladze. Zniżaliśmy się, kontemplowałam w ciszy góry, które nas otaczały i nie mogłam uwierzyć w to, że wkrótce postawię nogę na tej ziemii, że po raz pierwszy będę mogła zmierzyć się z Andaluzją i jej barwnym folklorem. Było gorące lato, Wybrzeże Słońca notowało rekordowo wysokie temperatury, woda była spokojna i przyjemna. Samolot zaczął kołować i wkrótce uderzyliśmy o ziemię i zaczęliśmy zwalniać. Poczułam wielką ulgę, bo od zawsze bałam się latać. Z drugiej strony byłam świadoma tego, że oto znalazłam się w mieście o którym wiedziałam tylko tyle, że było wielkości Poznania. I na tym moja znajomość Malagi by się kończyła… Na kartce miałam zapisany adres pod który miałam się udać ale zupełnie nie wiedziałam nawet jak wydostać się z lotniska. Szalona euforia, kompletny burdel emocjonalny, niepewność jutra i podniecenie. Zawsze uwielbiałam poznawać to co dalekie, nieodkryte. Po prostu pakowałam walizkę i wyjeżdżałam. Andaluzja była jednym z takich impulsów. Wiele razy ludzie pytają mnie dlaczego właściwie tutaj jestem a ja nie potrafię znaleźć żadnego logicznego wytłumaczenia. Nie miałam tutaj ani rodziny, ani znajomych, ani pracy, ani szkoły… To była swojego rodzaju ucieczka. Któregoś dnia otworzyłam przeglądarkę i zabukowałam bilet w jedną stronę na chybił-trafił. Chciałam poznać Andaluzję i chciałam mieszkać nad morzem. Tylko tyle. Trywialny powód, spontaniczne działanie. Przyczyna i skutek.

Kolejny, nowy początek. Dziś oglądam te filmy i myślę jak szybko wszystko wokół się zmienia. Widzę moich znajomych, którzy mają rodziny, dzieci, są rozproszeni po najprzeróżniejszych miastach świata. Gdziekolwiek chciałabym wrócić tam zaczęłam „coś”. W Barcelonie, gdzie po raz pierwszy studiowałam; w Poznaniu, gdzie spędziłam rok; w Katowicach, gdzie mieszkają moi rodzice; w Paryżu, gdzie poznawałam Guillaume; w Gironie, która była moją magią a teraz tutaj. Zostawiłam kawałek mnie w Andaluzji, to tutaj rozgrywa się część mojej historii.

Z przerażeniem obserwuję, że moje życie jest coraz bardziej podobne do mrocznej historii Meritxell. Zastanawiam się ile jeszcze punktów będzie się zgadzało i dlaczego los robi mi tak idiotyczny kawał. Codziennie boję się odkryć, że jest jeszcze „coś”, coś nowego, kolejny drobiazg który połączył mnie z NIĄ. Katalonka, urodzona w Barcelonie, która podczas wojny musi podjąć tak trudne wybory. Zostaje dziwką, żeby nakarmić swoje dziecko a milicjant, który ma na jej punkcie obsesję zamyka ją na Montjuïc. Później jej los nagle się odmienia, poznaje Javiera, który ratuje ją i zabiera do swojego domu w Andaluzji. Myślę sobie „O co kurwa chodzi?”. Jakim prawem moje życie toczy się dokładnie tak samo jak losy postaci, którą ja sama stworzyłam lata temu? To jak jakaś cholerna pułapka, jestem zamknięta w swoim własnym scenariuszu. Nie wierzę, że cokolwiek jest przypadkowe, wiem, że muszę to wszystko przeżyć jeszcze raz, nie jestem tym kim jestem tak po prostu. Wiem, co było kiedyś i wiem co będzie teraz. Muszę spełnić to co wcześniej już zostało zaplanowane. Każdy dzień mojego życia prowadził do tego i każdy był małym stopniem w kierunku tego co nieuniknione.

Dokładnie pięć miesięcy później mój samolot ląduje po raz kolejny na lotnisku w Maladze. Delikatnie uderzamy o ziemię i maszyna zaczyna się zatrzymywać. Chłód andaluzyjskiej nocy, stukam wysokimi obcasami o ziemię. Jestem ubrana w jagnięcą skórę, mam modną torebkę i nienaganny makijaż. Delikatnie poprawiam odświętny hidżab. Witam Malagę po raz kolejny, po urlopie, radosna i wypoczęta tym razem wracam do domu. Czeka na mnie mężczyzna którego kocham, w naszym mieszkaniu. Dorosłam, dojrzałam o całe lata przez te doświadczenia, które tutaj przeszłam. Nigdy wcześniej nie miałam takiej szkoły życia i do dziś zastanawiam się w jaki sposób to wszystko mi się udaje. Czy to brak barier? Odwaga? Głupota?

- Spenzierata [beztroska].

Tak nazwał mnie Andrea, gdy po raz pierwszy się spotkaliśmy.

To właśnie wtedy zadał mi to pytanie: „¿Por qué estás aquí?” [Dlaczego tutaj jesteś?], bo każdy ma jakiś powód… Kariera, dziewczyna, rodzina, przyjaciele, okazyjne mieszkanie, cokolwiek.

No lo so perche non è importante, semplicemente SONO QUI” [Nie wiem bo to nieważne, po prostu JESTEM TUTAJ”